sobota, 6 maja 2017

Romet Meteor Sport 2 nad Balatonem

W tym roku Meteor miał wyruszyć nad Balaton, jednak zupełnie nieoczekiwane "odkrycie" pęknięcia wokół haka przedniego widelca spowodowało , że stanąłem przed dylematem - jechać na rowerze z defektem , czy szukać innego rozwiązania. Ponieważ awaria dotyczyła mocowania przedniego koła, podjąłem decyzję, że sprawa jest zbyt niebezpieczna, by ją zlekceważyć.
Niestety poszukiwania widelca w sieci z uwagi na nierzetelność sprzedających , zakończyły się niepowodzeniem i niepotrzebnymi wydatkami. Przypadek jednak sprawił , że udało mi się znaleźć kompletny rower. Z uwagi na poprzednie niepowodzenia, tym razem wybrałem się osobiście , by obejrzeć Meteora z ogłoszenia. Na miejscu okazało się , że to "klasyczna" wersja Meteora po "modyfikacjach" . Choć pierwotnie zamierzałem potraktować ten rower jako dawcę, to jednak z uwagi na to, iż rama była w rozmiarze 540  i posiadała mocowania pod obie przerzutki , postanowiłem odbudować go do wersji "sport".

Na starcie odbudowy rower wyglądał jak na zdjęciu poniżej:


Lista brakujących oryginalnych elementów była niestety dosyć długa
1. aluminiowy mostek
2. aluminiowa kierownica typu "baran"
3. przednia przerzutka 
4.korby z suportem i pedałami
5. tylnia przerzutka Jóka
6. wolnobieg
7. oba koła w rozmiarze 27 x 1 1/4 .

Na szczęście z czasem udało się wszytko skompletować.  Proces odbudowy przebiegał podobnie jak w przypadku Meteora Nr 1 , więc nie będę się powtarzał, a chętnych do zapoznania się z tym procesem odsyłam do wpisu  Romet Meteor odbudowa cz.2

Rama już po pomalowaniu prezentowała się tak:



A poniżej kilka elementów , na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi:

1.Elementy sterów


2.Widelec wraz z elementami tworzącymi "układ kierowniczy"


 3. Wielotryb wraz z osłoną zapobiegającą spadaniu łańcucha:


4. Suport


5. Przednie tarcze z korbami i pedałami


6. Przednia i tylnia przerzutka



7. Manetki przerzutek


8. Koło tylnie




Tak prezentował się rower po wstępnym złożeniu,


 a tak już na trasie



Na koniec parę słów o samej wyprawie.
Okazało się , że największym problemem związanym z organizowaniem wyjazdu było znalezienie bezpiecznego parkingu dla samochodów. Rozwiązaniem okazało się skorzystanie z pomocy biura turystycznego Helka Tours, przez które rezerwowaliśmy noclegi. Dzięki pomocy biura nasze auta pozostawiliśmy zaparkowane na kempingu w Siófok, z którego rozpoczynaliśmy naszą wyprawę. Sama wyprawa odbywała się w stylu "angielskim", czyli w stronę przeciwną do kierunku ruchu wskazówek i  wiodła z Siófok przez Balatonfüred,Keszthely , Balatonszemes do punktu wyjścia w Siófok.

Polska żegnała nas zachmurzonym niebem i temperaturą oscylującą w okolicy 0 stopni,


tymczasem nad Balatonem panowały już zupełnie inne klimaty ;)


Z perspektywy czasu stwierdzić mogę , że objazd pełnej pętli wokół Balatonu może nie mija się z celem, ale nie jest koniecznością. Trasa rowerowa wokół Balatonu to w zasadzie produkt marketingowy, a jej największym mankamentem jest fatalne - miejscami - oznakowanie. Trasa wiedzie zarówno wydzielonymi ścieżkami rowerowymi , przy czym są to odcinki, które niekiedy znacznie różnią się od siebie "parametrami" , a częściowo normalnymi drogami i czasami oznakowanie trasy po prostu znika. Jedynym chyba rozwiązaniem tego problemu wydaje się więc zaopatrzenie w papierową mapę trasy za ok.1700 ft . Gdybym jednak miał ponownie wybrać się na tę trasę, to samochód zostawiłbym w Siofok i pociągiem przejechał do Keszthely, skąd już rowerem do Balatonszemes, następnie do Szántód na prom płynący na półwysep Tihany i dalej do Balatonfüred i na koniec do Siofok. Taka skonfigurowana trasa zapewnia nam większość ciekawych miejsc do zobaczenia, eliminując nudnawy przejazd wzdłuż północnego brzegu, gdzie trasa wiedzie głownie wzdłuż ruchliwej drogi. 
P.S.
Meteor spisał się nienajgorzej , szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że prosto z "taśmy montażowej" wyruszył w trasę , gdyż z uwagi na fatalną pogodę nie było nawet sposobności , by sprawdzić , czy w trakcie prac montażowych wszystkie śrubki zostały dokręcone tak jak należy ;) . 

niedziela, 23 października 2016

Romet Kometa odbudowa cz.1

Z perspektywy czasu zaczynam myśleć , że nad tym projektem ciąży jakieś fatum. Zaczęło się od długiego oczekiwania na to, kiedy rower trafi w moje ręce. Kolejny niefart wyszedł w trakcie malowania. Wcześniej kupiłem ramę od innej Komety, gdyż wpadłem na pomysł, że oryginalna rama wraz z oryginalnym lakierem i naklejkami pójdzie na strych, a ta kupiona zostanie pomalowania na taki sam kolor jak w przypadku "Meteora". Niestety już po położeniu podkładu na ramę nr 2, dostrzegłem swój wielki błąd. Przed przystąpieniem do malowania niezbyt dokładnie przyjrzałem się geometrii zakupionej ramy i widelca i niestety okazało się, że są pokrzywione i nadają się tylko na złom. Kolejna nieprzyjemna niespodzianka dotyczyła odtworzenia naklejki z nazwą roweru. Myślałem, że największy problem będzie związany z odklejeniem jej z roweru. Niestety okazało się, że podmiotowi, który uprzednio wykonał naklejkę do Meteora, nie opłaca się teraz produkcja naklejek do mało popularnych wersji rowerów Rometa. To wszystko spowodowało, że na kilka tygodni mój zapał do pracy wyraźnie osłabł. Mając jednak w pamięci stan wyjściowy Mateora i stan do jakiego udało mi się go wyprowadzić, postanowiłem zabrać się do roboty.
Poniżej kilka szczegółów budowy Komety. Zdjęcia zrobiłem w celach dokumentacyjnych , by przy skręcaniu roweru wiedzieć , która śrubka jest do czego.

Kometa przed rozbiórką

Detale










Jak widać z osi suportu pozostał smutny kikut. Niestety jeden z klinów tak się zapiekł, że pomimo rozwiercania, nie było możliwe jego usunięcie i tak w ruch poszedł brzeszczot.







"drobne" różnice w spasowaniu bagażnika i ramy

 rama po rozbiórce


rdzawe wżery








Oto jak rama powinna wyglądać po położeniu podkładu


skrzywienie widoczne na haku (białej) ramy jako odległość końcówki haka od podłogi 

Ponieważ oryginalny widelec miał częściowo ułamane mocowanie dynama, postanowiłem wyciąć je z pokrzywionego widelca i przeszczepić do oryginału. Jednak po wyłamaniu kikuta z oryginału, moim oczom ukazał się jakiś otwór . Prawdopodobnie jest to jeden z dwóch otwór montażowych, w które w fabryce wstawiano uchwyt , a następnie zgrzewano go z widelcem . Niestety czeka mnie teraz odpowiednie przygotowanie podstawy uchwytu, tak by pasował do fabrycznych utworów w widelcu.




     
Wszystko wskazuje więc na to, że odbudowa Komety nie będzie tak prosta , jak na początku mi się to wydawało.